CONTENUTI DEL BLOG

martedì 24 febbraio 2015

IL SALE DELLA TERRA (Wim Wenders e Juliano Ribeiro Salgado, 2014), di Pino Bertelli

L'uomo libero è colui agli occhi del quale i filosofi sono superstiziosi, e i rivoluzionari, conservatori. […] Vi è un diritto che prevale su tutti gli altri, è il diritto all'insurrezione.
(Emile Henry)

[…] Il cinema, quando è grande, figura lo spirito corrosivo o le speranze tradite di un'epoca… Il sale della terra. In viaggio con Sebastião Salgado (2014), di Wim Wenders e Juliano Ribeiro Salgado (figlio del fotografo), contiene il gusto della bellezza, della raffinatezza, del coraggio propri a quanti fanno dell'arte di comunicare la denuncia della barbarie. Salgado, come sappiamo, è un fotografo che incendia i tumulti dello sguardo e parla la lingua degli ultimi, degli esclusi, degli offesi… al tempo delle costruzioni delle nuove cattedrali (i centri commerciali) i talenti autentici sono rari… purtroppo i fotografi esistono… si occupano di ornamenti, minuetti e di sterilità felice richiesta dai mecenati, caimani, politici indissociabili dalle casistiche della rapina neoliberista.
In fotografia e in ogni forma d'arte, lo stile è l'espressione diretta della maestria svincolata dalle aberrazioni galleristiche o riconoscimenti prezzolati… è un'architettura dello spirito, una genialità che bene si accorda con le idee che irrompono nel razionale e lo ignudano di verità. L'entusiasmo degli ignoranti "colti" disseminato nelle cloache della cultura servente va combattuto… si tratta di amare il diverso da sé e rendere la vergogna di ogni potere ancora più vergognosa. La sovversione non sospetta della società consumerista o la pratica della verità dei libertari d'ogni dove è sempre attuale: respingere dappertutto l'infelicità1.
Child, Ecuador, 1998 © Sebastião Salgado
Il documentario di Wenders e Ribeiro Salgado è la raffigurazione commovente di uno dei più grandi fotografi dei nostri giorni, è una testimonianza radicale e una riflessione profonda sulla condizione disumana nella quale versa l'intera umanità… l'aroma della fotografia autentica trabocca da ogni immagine di Salgado e afferma, con lo sdegno salutare dei moralisti, che gli uomini non vedono le cose nel modo in cui sono, ma le vedono nel modo in cui vivono, cioè da beoti dell'illusione elettorale o schiavi dell'ideologia comunista. Il mondo mantiene il proprio delirio sul fiato morente dei bambini… le armi si sono sostituite alle parole e in questo fiorente mercato di morte gli uomini (specie i più ossequiosi a dio e allo stato) sono incapaci di comprendere che il povero fa più bene a se stesso e al proprio figlio non quando bacia la mano al ricco, ma quando lo prende a calci in culo.

lunedì 23 febbraio 2015

LA CULTURA DEL PLAGIO, por Marcelo Colussi

Academia y “copia y pega”: un cáncer creciente. ¿Hacia una cultura del facilismo?

Si tengo un libro que piense por mí, un pastor que
reemplace mi conciencia moral, un médico que se encarga de
mi dieta y salud, y así, sucesivamente, no necesitaré del propio esfuerzo.
(Immanuel Kant)

Palabras preliminares

También podríamos titular este texto como “Se venden tesis para graduarse”, o “¡Viva la corrupción! Hacia una cultura del plagio”. Lo que queremos provocar aquí es una reflexión en torno al modelo de sociedad que estamos construyendo con las tecnologías “hedonistas” que, día a día, pareciera van entronizándose sin retorno. Copiar íntegramente un texto y colocarlo dentro de otro cuando estamos estudiando, puede ser una maravilla técnica que nos ahorra engorrosos esfuerzos. Pero, ¿qué pasa cuando eso se convierte en el delito de plagio?
Para un porcentaje creciente de personas en el mundo es ya un lugar común en su cotidianeidad el “copia y pega” (o “copy and paste”, como suele decírsele con frecuencia, evidenciando así la presencia anglosajona que rige buena parte de nuestra vida actual en cualquier punto del planeta).
Sin dudas se trata de un “fenómeno social”, de una formación cultural que va más allá de una práctica puntual determinada, de una moda o de un hábito irrelevante condenado a pasar sin pena ni gloria. No, nada de eso: todo indica que estamos ante una nueva matriz cultural. Sin ánimo de ridiculizarlo, podría decirse que el “copia y pega” llegó para quedarse.
Pero, entonces: ¿qué es este dichoso “copia y pega”? ¿Este “control c – control v” que aparece por todos lados?
La incorporación de las nuevas tecnologías cibernéticas en espacios crecientes de nuestra vida cotidiana tiene un valor tremendo, quizá similar a la aparición del fuego, de la agricultura, de los metales, la rueda o la máquina de vapor, esos elementos que sin lugar a duda son hitos definitorios de nuestra historia como especie. Al igual que pasó con todos estos grandes eventos, la aparición de la computación y su uso cada vez más masivo en la cotidianeidad, a lo que se agrega el internet como su complemento obligado, definen un nuevo perfil de sociedad, de modo de relacionarnos, y sin dudas también, de sujeto.

venerdì 20 febbraio 2015

REBELIA OLIGARCHICZNA W DONBASIE, Zbigniew Marcin Kowalewski

IN TRE LINGUE (Francese, Inglese, Polacco)
W TRZECH JĘZYKACH (Francuskim, Angielskim, Polskim)

20 lutego 2014 r. na kijowskim Majdanie zginęło 75 osób. Następnego dnia Radosław Sikorski naciska: „Jeżeli nie podpiszecie porozumienia, będziecie mieli stan wojenny i wojsko na ulicach. Wszyscy będziecie martwi.” Wtórują mu ministrowie spraw zagranicznych Francji i Niemiec. Trójka przywódców opozycji ukraińskiej w końcu ulega naciskom. Z duszą na ramieniu – bardzo boją się reakcji Majdanu – idą na ugodę z Wiktorem Janukowyczem. Ma pozostać prezydentem do grudnia – do przyspieszonych wyborów prezydenckich. Elity polityczne Zachodu oddychają z ulgą: rewolucję udało się zwekslować na tory instytucjonalne, gdzie niechybnie wygaśnie. Lecz oto zaraz pierwsza niespodzianka. Wojska wewnętrzne i milicja reagują na porozumienie tak, jakby oznaczało ono kapitulację Janukowycza. Pośpiesznie, wręcz w panice, dezerterują z pola walki, faktycznie pozbawiając reżim siłowej ochrony. Coraz więcej milicjantów przechodzi na stronę Majdanu.
Tymczasem Majdan ma poczucie, że skapitulowali przywódcy opozycji. W mroku ponad głowami ogromnego, bardzo wzburzonego tłumu, przez morze płomyków świec płyną trumny ze zwłokami zabitych. Arsenij Jaceniuk, Witalij Kłyczko i Ołeh Tiahnybok składają sprawozdanie z rokowań i bronią porozumienia. Majdan reaguje wrogą wrzawą. Przemawia Tiahnybok, starając się zapanować nad nastrojem mas. Przez tłum przedziera się komendant jednej z wielu kompanii samoobrony Majdanu, 27-letni Wołodymyr Parasiuk. Wbiega na podium, chwyta mikrofon i wygłasza bardzo krótkie, niezwykle emocjonalne przemówienie, które już po pierwszych zdaniach przechodzi do historii. „My nie należymy do żadnej organizacji, jesteśmy zwykłym ludem Ukrainy. (…) My, prości ludzie, mówimy do naszych polityków, którzy stoją za moimi plecami: żaden Janukowycz – żaden! – nie będzie cały rok prezydentem. Jutro do godziny 10 ma się wynieść!” Majdan grzmi, okazując entuzjastyczne poparcie. „Nasi przywódcy ściskają rękę temu zabójcy. Hańba!” „Hańba”, huczy tłum. „Jeśli jutro do godziny 10 nie wystąpicie z oświadczeniem, że Janukowycz ma się podać do dymisji, ruszymy do szturmu z bronią w ręku! Przysięgam!” [1]. Porozumienie sprzed kilku godzin właśnie diabli wzięli. Na wieść o tym, co dzieje się w resortach siłowych i na Majdanie, Janukowycz jeszcze przed północą ucieka śmigłowcem z Kijowa. Jego reżim upadł.

UKRAINE: THE OLIGARCHIC REBELLION IN THE DONBASS, by Zbigniew Marcin Kowalewski

IN TRE LINGUE (Francese, Inglese, Polacco)
IN THREE LANGUAGES (French, English, Polish)

Seventy-five people were killed on the Maidan in Kiev on February 20, 2014. The following day, Polish Foreign Minister Radoslaw Sikorski insists: “If you do not sign the agreement, you will have a state of war and the army in the streets. You will all be dead”. The foreign ministers of France and Germany echo his words. The trio of Ukrainian opposition leaders eventually fold under the pressure. Although they are very afraid of the reaction of the Maidan, they accept a deal with Yanukovych. He is to remain president until December – until the early presidential election. The Western political elites breathe a sigh of relief: the revolution is hijacked onto the institutional path, where it is sure to get bogged down. But immediately there is a first surprise. The troops of the Ministry of the Interior and the police are reacting to this agreement as if it was a capitulation by Yanukovych. At full speed, even panicking, they desert the battlefield, thereby depriving the regime of its security forces. More and more police go over to the side of Maidan.
At the same time, the Maidan considers that it is the leaders of the opposition who have capitulated. In the darkness, over the heads of a huge and very angry crowd, through this sea of flames from candles, float the coffins of those who have been killed. Arseniy Yatsenyuk, Vitali Klychko and Oleh Tiahnybok give an account of the negotiations and defend the agreement. The Maidan responds with a hostile uproar. Tiahnybok speaks, trying to control the state of mind of the masses. The commander of one of the self-defence companies of the Maidan, Volodymyr Parasiuk, aged 27, pushes his way through the crowd, goes up onto the stage, grabs the microphone and makes a short and very emotional speech that, from the first sentences, becomes part of history: “We are not members of any organization, we are just the people of Ukraine. (...) We, the simple people, say to our politicians who are there behind me: no Yanukovych – none! – will be president for the rest of the year. He must clear off before 10 a.m. tomorrow”. The Maidan thunders its applause, affirming its enthusiastic support. “Our leaders shook hands with this murderer. Shame!”. “Shame”, answers the crowd. “If by tomorrow 10 a.m. you do not present a declaration saying that Yanukovych must resign, we will go on the attack, weapons in hand! I swear!” [1]. The agreement signed a few hours before has just ceased to exist. Learning what is happening in his security forces and on the Maidan, Yanukovych flees Kiev by helicopter before midnight. His regime has collapsed.

UKRAINE : UNE RÉBELLION OLIGARCHIQUE DANS LE DONBASS, par Zbigniew Marcin Kowalewski

IN TRE LINGUE (Francese, Inglese, Polacco)
EN TROIS LANGUES (Français, Englais, Polonais)

Soixante-quinze personnes ont perdu la vie sur le Maïdan kievien le 20 février 2014. Le lendemain, le ministre polonais des affaires étrangères, Radoslaw Sikorski, insiste : « Si vous ne signez pas l’accord, vous aurez l’état d’exception et l’armée dans les rues. Vous serez morts tous ». Les ministres des affaires étrangères de France et d’Allemagne lui font écho. Le trio des dirigeants de l’opposition ukrainienne finit par plier sous cette pression. Bien qu’ils craignent le pire – ils ont très peur de la réaction du Maïdan – ils acceptent un accord avec Ianoukovytch. Il devra rester président jusqu’en décembre – jusqu’à l’élection présidentielle anticipée. Les élites politiques occidentales respirent : la révolution a pu être détournée sur la voie institutionnelle, où elle ne manquera pas de s’embourber. Mais immédiatement il y a une première surprise. Les troupes du ministère de l’Intérieur et la police réagissent à cet accord comme s’il s’agissait d’une capitulation de Ianoukovytch. À toute vitesse, paniquant même, elles désertent le champ de bataille, privant de fait le régime de ses forces de sécurité. De plus en plus de policiers passent du côté de Maïdan.
En même temps, le Maïdan considère que ce sont les dirigeants de l’opposition qui ont capitulé. Dans l’obscurité, au-dessus des têtes d’une foule immense et très en colère, au milieu d’une mer des flammes de bougies, les manifestants font défiler les cercueils avec les dépouilles des tués. Arseni Iatseniouk, Vitali Klytchko et Oleh Tiahnybok rendent compte des négociations et défendent l’accord. Le Maïdan réagit par un tollé hostile. Tiahnybok prend la parole, tentant de contrôler l’état d’esprit des masses. Le commandant d’une des compagnies d’autodéfense du Maïdan, Volodymyr Parassiouk, 27 ans, fend la foule, monte en courant sur le podium, s’empare du micro et prononce un court discours plein d’émotion qui, dès les premières phrases, passera dans l’histoire : « Nous ne sommes membres d’aucune organisation, nous sommes simplement le peuple d’Ukraine. (…) Nous, les gens simples, nous disons à nos politiciens qui sont là, derrière moi : aucun Ianoukovytch – aucun ! – ne sera président pendant toute l’année. Il doit foutre le camp avant demain 10 heures ! ». Le Maïdan tonne, affirmant son soutien enthousiaste. « Nos dirigeants serrent la main de cet assassin. Honte ! ». « Honte », clame la foule. « Si d’ici demain 10 heures vous ne présentez pas une déclaration disant que Ianoukovytch doit démissionner, nous passerons à l’assaut les armes à la main ! Je le jure ! » [1]. L’accord signé il y a quelques heures vient de partir en fumée. Apprenant ce qui se passe dans ses forces armées et sur le Maïdan, Ianoukovytch s’enfuit de Kiev avant minuit, en hélicoptère. Son régime vient de s’effondrer.

giovedì 19 febbraio 2015

SOLLEVARE LO SGUARDO, OLTRE, di Gualtiero Via

Una premessa
Il tentativo di "importare" l'esperienza Tsipras in Italia a quasi un anno di distanza può dirsi più o meno fallito. Ora, a chi si sta impegnando con serietà con «L'Altra Europa» questo sembrerà probabilmente un giudizio ingeneroso, ma io credo che un progetto nuovo vada valutato in base alle necessità. Chi vuole si potrà accontentare, ma non è molto serio. Le necessità sono molto, molto al di là dei limiti che stanno relegando il progetto italiano «L'Altra Europa» a una funzione pressoché irrilevante.
Ci vogliono sicuramente più ambizione, più competenza, più radicalità, più attitudine all'azione e alla comunicazione efficaci. Se non fossero bastate le riserve con cui le due forze partitiche organizzate (Sel e Rifondazione) vi presero parte, l'incertezza e debolezza intrinseca della leadership hanno fatto il resto.
È anche dalla presa d'atto dei gravi limiti del progetto «L'Altra Europa» (progetto nel quale mi ero impegnato al suo sorgere, come sanno alcuni dei destinatari di queste riflessioni) che ho deciso di proporre i punti di riflessione che seguono.
È più importante guardare alla situazione generale - italiana e internazionale. L'economia, le tensioni internazionali (citiamo terrorismo "islamista" e Ucraina, ma la lista è lunga - come tacere per esempio la Nigeria e la Palestina?) e l'immigrazione si confermano come i terreni più delicati - in merito ai quali si addensano i pericoli più gravi. Non da soli, anche qui: il versante delle cosiddette riforme (dalla legge elettorale a quelle sul lavoro) non è meno importante.

mercoledì 18 febbraio 2015

NOSTRA BAMBINA DELLE GUERRE, foto di Pino Bertelli

Avete fatto un deserto di morti e l'avete chiamato pace! Chi semina pace raccoglie la pace! Maledette le guerre e le carogne che le fanno!


Iraq, 2003. Fotografia di Pino Bertelli, esposta alla Biennale di Venezia 2011, adesso è presso la Galleria degli Uffizi di Firenze.

domenica 15 febbraio 2015

SOBRE LA REVOLUCIÓN DEL CELULAR, por Julio César Mallón Nolasco

En Bolivia ha sido recientemente publicado un libro sobre los medios y las formas de lucha por una nueva sociedad. El libro titula La revolución del Celular, 101 páginas, escrito por un prestigioso intelectual boliviano, Carlos Barragán Vargas (Librería-Editorial Los Amigos del Libro. La Paz y Cochabamba 2014).
El libro, por la importancia de los problemas que plantea y que bien pueden considerarse como propuestas efectuadas dentro del marco teórico de un marxismo remozado, representa primero un esfuerzo por analizar los nuevos fenómenos sociales y los problemas siempre conflictivos sobre la teoría de la revolución. Las conclusiones altamente polémicas y provocadoras a las que arriba podrían ser suficiente motivo para interesarse por su contenido. Sin embargo, lo realmente remarcable en la aparición de este libro es que se lo hace desde un país como Bolivia, en el que camina exitoso un proceso de cambio, confirmando el impulso a la creatividad que realiza el Vicepresidente del Estado Plurinacional, que insiste en “mirar el mundo desde Bolivia” y con la construcción de conceptos articulados al proceso de cambio boliviano. Con esa óptica la propuesta del libro, que sobre todo podría ser más útil para los países del Primer Mundo, es realmente un notable esfuerzo que merece el comentario que me atrevo a efectuar en el presente artículo.
En el desarrollo de su libro, Barragán efectúa un recorrido sintético de la economía de los países o grupos de países de casi todas las regiones del planeta. Analiza la marcha de la economía de los EE.UU., la Unión Europea, Rusia y, especialmente, la de los países del Asia tales como Japón, la China e India. Revisa también la situación de los países árabes, del África y finalmente de Latinoamérica, mencionando con un poco más de detalle el denominado “proceso de cambio” en Bolivia, con todas sus luces y sombras. De todo este repaso, saca la conclusión empírica que el camino al desarrollo exitoso de los países de la periferia del mundo desarrollado es la aplicación de políticas económicas de mercado que reflejen los intereses inmediatos de la gente y que sólo pueden ser sostenidos por gobiernos fuertes, con mucha coherencia interna, tal como ocurrió en Japón y actualmente está ocurriendo en China. En resumen gobiernos coherentes, independientemente de su postura ideológica global, capitalista o socialista, que apliquen las políticas de mercado pero con sostenidas medidas keynesianas del más variado tipo que se ajusten al momento y las características históricas de cada país.

sabato 14 febbraio 2015

GIORDANO BRUNO: IL LIBERO PENSIERO VIVE ANCORA, di Roberto Massari

415° ANNIVERSARIO DI GIORDANO BRUNO

Verrà un giorno che l'uomo si sveglierà dall'oblio e finalmente comprenderà chi è veramente
e a chi ha ceduto le redini della sua esistenza, a una mente fallace, menzognera,
che lo rende e lo tiene schiavo […] l'uomo non ha limiti e quando un giorno
se ne renderà conto, sarà libero anche qui in questo mondo.
(da Spaccio della bestia trionfante, 1584)

Non so quando, ma so che in tanti siamo venuti in questo secolo per sviluppare
arti e scienze, porre i semi della nuova cultura che fiorirà, inattesa,
improvvisa, proprio quando il potere si illuderà di avere vinto.
(da Oratio valedictoria, 1588)

I più cari auguri a Giordano Bruno
che, pur arso, mai è andato in fumo.
(Danilo Breschi)

Per celebrare laicamente il 415° anniversario della morte di Giordano Bruno per mano dell'Inquisizione (17 febbraio 1600), riproponiamo l'articolo che Massari scrisse per il giornale dei Cobas della scuola (Cobas, n. 6/2000, p. 12) in occasione del 400° anniversario.
Ricordiamo inoltre che il 17 febbraio alle ore 17.00, in piazza Campo de' Fiori a Roma - accanto alla statua eretta nel luogo in cui il filosofo nolano fu arso vivo - si terrà un'assemblea pubblica sul tema: «Nel nome di Giordano Bruno - je suis laïque», con interventi di Maria Mantello, Franco Ferrarotti e Carlo Bernardini. [la Redazione]

Ogni epoca storica ha avuto i propri martiri del libero pensiero. E ogni epoca storica ha visto nascere proprie forme specifiche in cui si è manifestato ciò che più o meno può intendersi ancor oggi per «libero pensiero».
Accantonando tutte le varianti del caso - molteplici e ricche così come lo è la creatività umana - tali forme espressive appaiono determinate fondamentalmente dal conflitto tra un dato materiale, oggettivo (il patrimonio di conoscenze accumulate [maturate] dallo sviluppo delle forze produttive e/o acquisite grazie all'intercambio ineguale e combinato tra diversi sistemi sociali) e un dato ideologico, soggettivo (le esigenze d'autodifesa corporativa della propria casta da parte di chi domina o aspira a dominare quello sviluppo, quell'intercambio, quel sistema sociale). Tra i sistemi di casta legati alle più spietate tradizioni oscurantistiche, particolarmente accaniti nel distruggere sul nascere qualsiasi possibilità di libera formazione delle idee, vi è stata nei secoli e continua ad esservi oggigiorno la Chiesa cattolica, intesa sia come gerarchia vaticana, sia in senso più generale, come struttura di potere teocratico sovranazionale.

venerdì 13 febbraio 2015

UN GIORNO D'INVERNO, A VENEZIA, di Danilo Breschi

Cari lettori rossoutopici,
non mi è ancora chiaro se Venezia sia una maschera della bellezza oppure la bellezza in maschera, ma durante il Carnevale mi si apre quel «sipario del cuore» di cui parla Rainer Maria Rilke nella sua IV Elegia duinese, senza che però in scena vada mai l'addio. Almeno, mai quello definitivo. Al contrario, c'è una messinscena che fa letteralmente rovesciare una massima del Talmud, per cui il rapporto tra l'apparenza e l'essere è invertito e non è più così vero che «noi non vediamo le cose nel modo in cui sono. Le vediamo nel modo in cui siamo». Le maschere del Carnevale di Venezia, e solo certe maschere carnascialesche veneziane, sanno mettere in moto la relazione tra l'animato e l'inanimato. E io non vedo più me riflesso, ma qualcosa di enormemente più ampio ed aperto del me stesso che sono e penso di essere. Ne segue che l'umano capisce di essere tale solo e soltanto se, solo e soltanto perché sa interrogarsi sulla sua provenienza e sulla sua destinazione. Tra l'infanzia e la marionetta gelida della salma che tutti saremo è possibile stringere e imbullettare un cerchio per farceli entrare tutti dentro e renderci così complici delle cose caduche, sapendo che nella terra, sulla terra e con la terra c'è un principio di generazione continua, perpetua, ininterrotta. E allora ogni fine riconduce all'inizio, in un senso che dà ragione di un altro precetto che traggo sempre dal Talmud: «Il mondo non si mantiene che per il fiato dei bambini». È la bellezza, se sai accudirne il tramite.
Buona lettura.
D.B.

Niente libri, niente recensioni. Tutto rinviato ad una prossima volta. Oggi voglio parlare di una strana forma di letteratura e poesia fatta di pietre che affondano nell'acqua. Affondano non solo perché fondamenta di case, palazzi e chiese, ma anche perché sprofondano ogni giorno, ogni giorno un po' di più.
La laguna è lo specchio di una lenta agonia che a poco a poco consuma i fianchi e il volto di una donna comunque ancora troppo bella. La morte non turba la bellezza, anzi potrei dire che il bello rifulge in tutto il suo splendore e stupore proprio al limitare dell'abisso. Proprio lì, al confine tra vita e morte, tu puoi cogliere il fiore della bellezza, che si sa, già lo diceva Platone, è fuggevole.
Gli antichi Greci usavano un termine per descrivere la natura di ciò che è bello: orion. Orion significa adesso, in questo preciso momento. E la bellezza è qualcosa che capita, che si dà a noi nello spazio di uno sguardo. Un dono ricevuto, non si sa per quali meriti, e di cui ringraziamo il destino che però non fa regali, perché è tale proprio in quanto concede solo e soltanto ciò che è dovuto. Ce lo spiega Jannis Kounellis, pittore e scultore greco contemporaneo, esponente di spicco della cosiddetta "arte povera": «Un bambino è bello in quel momento e un uomo anziano è bello in un altro momento. La bellezza è una cosa che capita e indica brevi momenti. […] E poi il bello è eversivo… Naturalmente, la bellezza non può evolvere…».

mercoledì 11 febbraio 2015

ARTE-ACCIÓN: DAR LUZ A LAS PALABRAS, por Nechi Dorado

“Mi pequeño colibrí” (Beatriz Palmieri, plástica)
ELLA CREE Y NO CREE
Ella va por la vida con paso cansado arrastrando penas y alegrías, portando como autodefensa permanente una sola arma bien cargada, prolijamente controlada como para que nunca falle si hace falta: su sonrisa.
Ella cree que hay castigos y no juicios, pero no cree en dioses ni en demonios aunque crea que algo, más allá de lo tangible, puede andar circundando cada momento que transcurre, mientras el tren de la vida tritura guijarros con dirección efectiva entre las vías.
Ella sabe que hay gente que se viste con piel de cordero, pero es lobo feroz. Y sabe que existen flores y también plantas carnívoras, pero no cree que devoren hombres, sino insectos. Cree en entelequias, pero no cree en perfecciones aunque jamás profundizó en esquemas filosóficos.
Ella cree que hay noche y que hay día, que hay luna, hay sol y que hay estrellas. Que hay amor y que hay odio, que hay bien y hay mal. Que hay sinceridad e hipocresía.
Ella no cree que lo blanco siempre es bueno o que lo negro, indefectiblemente, es malo; ella no cree en estigmatizaciones aunque sabe muy bien que sí, existen.
Ella anda sola aunque a su lado caminen montones de personas, siendo esa soledad su amiga inseparable por esas cosas tan extrañas de los andares. No acostumbra pedir, rogar y mucho menos suplicar, trata de ser racionalmente irracional, o quizás, irracionalmente racional aunque en realidad cree que no lo ha logrado, todavía.

mercoledì 4 febbraio 2015

DEL GAS DEL BUENO A LA BALA MORTAL, por Natali Vásquez

Que el General Vladímir Padrino López ordene el uso de “armas mortales” en toda manifestación, no me produce ningún asombro, conociendo los origines de donde proviene gran parte de su formación castrense, Escuela de las Américas incluida. No importa cuál es la naturaleza de la protesta, no importa si es violenta o pacifica, desde el mismo momento en que se legaliza esta norma, estudiantes, trabajadores, mujeres, gremios, indígenas y todo aquel que se atreva a levantar su voz será acallado y reprimido con ferocidad, ya no con “gas del bueno” sino con un balazo si es necesario.
Pero lo que sí causa asombro ante tan criminal resolución, que legitima la militarización del orden público, es que muchos de los que en el pasado formaron parte de las luchas de resistencia y manifestaciones al frente del movimiento estudiantil y social de nuestro país, no levanten su voz de rechazo y peor aún algunos ya salieron en su justificación y defensa automática.

lunedì 2 febbraio 2015

MIGRACIONES: ¿PROBLEMA PARA QUIÉN?, por Marcelo Colussi

Síntesis
Las migraciones han existido siempre en la historia. Podría decirse que si algo caracteriza a la especie humana es su afán de búsqueda, de descubrimiento; de ahí que emigró y cubrió todo el planeta. En ese sentido, las migraciones son un fenómeno positivo. Pero, desde hace ya unas décadas, la arquitectura de la sociedad planetaria globalizada encuentra en las migraciones un problema cada vez más grave. Millones y millones de personas huyen desesperadas de la pobreza y/o la guerra, para intentar llegar a las islas de prosperidad. En la actualidad, la situación se tornó casi inmanejable. Pero hay una doble moral en el discurso dominante proveniente del Norte: pone frenos a la emigración, y al mismo tiempo se aprovecha de ella como mano de obra barata. Una visión romántica que busque un perfil más “humanizado” en los receptores no ayuda a cambiar las cosas. El núcleo pasa por cambiar la estructura que expulsa cada vez más gente.

Palabras clave
Migraciones, pobreza, guerra, indocumentados, xenofobia.
___________

Las migraciones humanas son un fenómeno tan viejo como la humanidad misma. De acuerdo con las hipótesis antropológicas más consistentes, se estima que el ser humano hizo su aparición en un punto determinado del planeta y de ahí emigró por toda la faz del globo. De hecho, el hombre es el único ser viviente que ha emigrado y se ha adaptado a todos los rincones del mundo.
Las migraciones no constituyen una novedad en la historia. Siempre las ha habido y generalmente han funcionado como un elemento dinamizador del desarrollo social. Sin embargo, hoy día, y desde hace varios años con una intensidad creciente, se plantean como un “problema”. Lo que aquí queremos delimitar es: problema ¿por qué? y ¿para quién? Y, secundariamente, en tanto problema a resolver, esbozar alternativas posibles.